wersja kontrastowa
 
12 14 16

Strona główna

Z ostatniej chwili
bn_mi
bn_konsultacjes
bn_media
bn_RSO
bn_sgps
bn_Internetowy urzad
bn_oferty
bn_rejestr osuwisk
bn_wydawnictwa
nagrody
blank
Pogoda w Strzyżowie
12 14 16
16
 

Kultura

„Co mi w duszy gra” – rozmowa z niezwykle utalentowaną pianistką z Babicy

Sabina Bury urodziła się 19 marca 1993 r. w Rzeszowie. Pochodzi z Babicy (gmina Czudec), a obecnie mieszka w Warszawie, gdzie trzy lata temu podjęła studia na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, na kierunku instrumentalistyka, specjalność gra na fortepianie, w klasie prof. Edwarda Wolanina. Naukę gry na fortepianie rozpoczęła w wieku 7 lat. Debiutowała w wieku 12 lat, wykonując Koncert F-dur KV 37 wraz z Lwowską Orkiestrą Kameralną pod dyrekcją Wojciecha Mrozka podczas sandomierskiego koncertu „Cudowne dzieci". Jest laureatką wielu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów pianistycznych. Do jej największych dotychczasowych sukcesów zaliczyć można: Grand Prix oraz nagrodę za najlepsze wykonanie utworu Fryderyka Chopina na polsko-niemieckim konkursie pianistycznym w Goerlitz w 2012 r., pierwszą nagrodę oraz nagrodę specjalną za wykonanie utworu Fryderyka Chopina na V Międzynarodowym Festiwalu-Konkursie Polskiej Muzyki Fortepianowej, a także pierwszą nagrodę oraz nagrodę specjalną za najlepsze wykonanie walca na Międzynarodowym Podkarpackim Konkursie Chopinowskim w 2010 r. Miała okazję współpracować ze światowej sławy pianistami i profesorami, m.in. Katarzyną Popową- Zydroń, Andrzejem Jasińskim, Józefem Stomplem czy Ireną Rumiancewą.


O swoich marzeniach i początkach kariery w wywiadzie udzielonym redakcji serwisu www.strzyzowski.pl opowiada Sabina Bury z Babicy.


Redakcja: Przygotowując się do wywiadu, w jednym z artykułów z 2006 r. przeczytałam, iż uważa Pani, że „W muzyce najlepiej wyraża się siebie, wszystkie emocje przelewa się w dźwięki". Nadal Pani tak sądzi?


Sabina Bury: Oczywiście. Można powiedzieć, że prócz tego, co widzimy w nutach, czyli to co napisał sam kompozytor, powinniśmy doszukiwać się w każdym utworze czegoś indywidualnego. Przez tekst muzyczny wyrażamy siebie, swoje emocje.

 

Redakcja: Jak to się stało, że siedmiolatka zainteresowała się muzyką klasyczną? Była to Pani samodzielna decyzja czy ktoś Panią wziął, posadził przy fortepianie i powiedział graj?


Sabina Bury: Gdy miałam 5 lat byłam u kuzynów, którzy mieli małe organki. Podobno tak bardzo mi się spodobały, że nie chciałam przestać się nimi bawić. Później rodzice zdecydowali się, żeby kupić mi keyboard. W wieku 6 lat, moja ciocia dała mi pierwsze lekcje gry i podsunęła pomysł, aby zdawać do szkoły muzycznej.


Redakcja: Jedni uważają, że rozpoczęcie nauki gry na instrumencie w bardzo młodym wieku niesie za sobą same korzyści, inni przeciwnie - uważają, że to zabieranie dzieciństwa. Jak Pani, z perspektywy czasu zapatruje się na tę decyzję?

 

Sabina Bury: Myślę, że najważniejsze jest podejście rodziców i pierwszego nauczyciela. Ja miałam to szczęście, że moja nauczycielka potrafiła sprawić, że chciałam grać i nie uważałam tego za karę. Oczywiście początki są trudne, szczególnie w tak młodym wieku dzieciom ciężko się jest skupić przez dłuższą chwilę, a gra na fortepianie wymaga ciągłej koncentracji. Przez pierwsze lata na lekcje chodziłam z mamą i ona też pilnowała mnie w domu, żebym wyćwiczyła wszystko na następną lekcję. Czasami oczywiście zazdrościłam swoim rówieśnikom, że grają w piłkę czy jeżdżą na rowerze, a ja muszę siedzieć na miejscu i ćwiczyć, ale zawsze po skończonej grze mogłam do nich dołączyć, więc to była chwilowa zazdrość. Nie uważam tego w jakikolwiek sposób za marnowanie dzieciństwa, jeżeli jest to mądrze zaplanowane, a dziecko nie jest zamykane w pokoju na 5 godzin i zmuszane tylko i wyłącznie do ćwiczenia. To z pewnością bardzo może zniechęcić. Myślę też, że to jest najodpowiedniejszy wiek do tego, aby zacząć grę na instrumencie, bo wtedy najszybciej się uczymy.

                                                                                                                        

Redakcja: Chodziła Pani do Szkoły Podstawowej w swojej rodzinnej miejscowości, a na zajęcie muzyczne dojeżdżała do Rzeszowa, czy może od razu podjęła Pani naukę w szkole muzycznej?

 

Sabina Bury: Od samego początku uczęszczałam do Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia przy Zespole Szkół Muzycznych nr 2 im. Wojciecha Kilara w Rzeszowie.

 

Redakcja: Czy pamięta Pani swój pierwszy występ przed publicznością?


Sabina Bury: Z tego, co pamiętam, był to krótki występ na uroczystości pasowania na ucznia i grałam wtedy utworek „W murowanej piwnicy".

 

Redakcja: W wieku 12 lat zadebiutowała Pani wraz z Lwowską Orkiestrą Kameralną pod dyrekcją Wojciecha Mrozka, wykonując Koncert F-dur KV 37 podczas sandomierskiego koncertu „Cudowne dzieci". Jak wspomina Pani ten występ?


Sabina Bury: Pamiętam, że bardzo cieszyłam się z takiej możliwości. Niełatwo o występy z orkiestrą, a są one niezwykłym doświadczeniem. Sam fakt, że nie jest się na scenie samemu, trzeba słuchać innych instrumentalistów i jeszcze od czasu do czasu zerkać na dyrygenta sprawia, że musimy koncentrować się również na innych rzeczach, a nie tylko i wyłącznie na swojej partii.

 

Redakcja: W 2012 r. ukończyła Pani Państwową Szkołę Muzyczną II stopnia przy Zespole Szkół Muzycznych nr 2 im Wojciecha Kilara w Rzeszowie. Czy jest ktoś, kto w tamtym czasie Panią inspirował, pomógł w rozwoju Pani talentu?

 

Sabina Bury: To były ciężkie lata, ponieważ robiłam dwie szkoły równocześnie - rano zajęcia w gimnazjum, później w liceum ogólnokształcącym a popołudniami i w soboty miałam zajęcia w szkole muzycznej. Dodatkowo nie mieszkałam w Rzeszowie, a spędzałam tam całe dnie, gdyż nie było czasu, żeby wrócić między zajęciami do domu. Dzięki rodzicom, pani - nauczyciel fortepianu i gronu nauczycielskiemu ze szkoły muzycznej było mi łatwiej przejść te ciężkie lata pracy w tak młodym wieku i ukończyć obydwie szkoły jednocześnie.

 

Redakcja: Po otrzymaniu świadectwa ukończenia Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia przy Zespole Szkół Muzycznych nr 2 im Wojciecha Kilara w Rzeszowie od razu wiedziała Pani, że chce studiować na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie? Czy rozważała Pani też inne opcje?


Sabina Bury: Myślałam o różnych uczelniach. Jednak fortepian na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie jest na bardzo wysokim poziomie. Jest uczelnią nie tylko cenioną w Polsce, ale również na świecie, dlatego bardzo chciałam tam studiować.


Redakcja: Istnieje przeświadczenie, że muzyka klasyczna skierowana jest do określonych grup słuchaczy, że nie jest to gatunek dla każdego. Wielu nastolatków uważa klasyków za wręcz nudnych artystów. Jak Pani to ocenia? Czy Fryderyk Chopin jest nudny?

 

Sabina Bury: Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach ludzie mają zbyt mało styczności z muzyką klasyczną. Przez to większość jej nie zna, a co za tym idzie - nie rozumie. Przy współczesnym najbardziej popularnym rodzaju muzyki, największe znaczenie ma tekst, a warstwa muzyczna jest dość uboga. Ludzie są przyzwyczajeni do ładnej melodii, która w kółko się powtarza. Tego w utworach muzyki klasycznej nie ma. To sprawia, że ludzie po prostu nie wiedzą, o czym ta muzyka jest. Wymaga ona większego zaangażowania i chęci zrozumienia ze strony słuchacza. Fryderyk Chopin nie jest nudny. To jest moje zdanie. Jego twórczość jest ogromnie bogata i zróżnicowana. Ale oczywiście wszystko to kwestia gustu. Uważam, że każdy rodzaj muzyki ma w sobie coś wartościowego.

 

Redakcja: Muzyka wielkiego Polaka, Fryderyka Chopina, już od najmłodszych lat gości w Pani repertuarze. Czy Chopin jest Pani ulubionym kompozytorem?

 

Sabina Bury:  To prawda. Jest to kompozytor, którego utworów mam najwięcej w swoim repertuarze. Grałam go od najmłodszych lat i jest to jeden z moich ulubionych kompozytorów.

 

Redakcja: Czy przez te ostatnich kilka lat zmienił się lub zmienia się Pani stosunek do utworów Chopina? Co dla Pani jest najważniejsze w jego muzyce? Co takiego ma w sobie, że warto go grać?


Sabina Bury: Oczywiście, z czasem stosunek do utworów się zmienia i zawsze będzie się zmieniać. Z roku na rok staję się coraz dojrzalsza i bogatsza o nowe doświadczenia. Myślę, że Chopin dla wielu polskich pianistów ma wielkie znaczenie. Był Polakiem i tworzył muzykę, która była i jest ceniona na całym świecie. Dla Polaków jest o tyle ważny, że w jego muzyce czuć tę polskość. Z tego powodu tak ciężko czasami jest oddać sedno tej muzyki.

 

Redakcja: Czy przygotowując dany utwór, słucha Pani wcześniej wykonań innych artystów, sięga po literaturę związaną z tematem - biografia, analiza twórczości kompozytora? A może to od razu rodzi się w Pani głowie?


Sabina Bury: Kluczowe jest to, żeby wiedzieć, co się gra. Należy znać życie kompozytora, epokę w której żył, styl jakim się posługuje, również formę czy gatunek utworu, znać cechy charakterystyczne, budowę itd. To jest niezbędne, żeby wiedzieć, co i o czym się gra. Jeśli chodzi o słuchanie innych artystów, to oczywiście jest to bardzo potrzebne. I nie tylko chodzi o to, żeby słuchać utworów tych, których się gra. Uczęszczanie na wszelakie koncerty, słuchanie nagrań płytowych czy nagrań live z koncertów bardzo wiele uczy. Sami możemy stwierdzić, czy coś się podoba czy nie. W pewnym sensie uczymy się krytyki (w dobrym tego słowa znaczeniu). Jeżeli potrafimy stwierdzić, że coś się nam podobało lub nie i dlaczego, będziemy też więcej wymagać od siebie. A to jest niezbędne do tego, żeby grać dobrze. Najbardziej wymagającym należy być wobec siebie. Często jest tak, że już wcześniej miałam okazję gdzieś usłyszeć utwór, który gram. Nigdy jednak nie „kopiuję" pomysłów od innych artystów. Może zdarzyć się, że coś zainspiruje mnie w innym wykonaniu, ale zazwyczaj sama wiem, co i jak chcę zagrać.  

 

Redakcja: Są różne podejścia do interpretacji muzyki Chopina, np. jak najbliższa jego własnym wykonaniom...A jak Pani się na to zapatruje?

 

Sabina Bury: Najważniejsze jest to (i to nie tylko w muzyce Chopina), aby oddać sedno zamysłu kompozytora, czyli tekst muzyczny. On jest twórcą utworu, my jesteśmy wykonawcami i musimy się temu w pewnym stopniu podporządkować. Oczywiście w dzisiejszych czasach mamy tak ogromne skrajności wykonawcze, że ciężko stwierdzić, co jest właściwe. Uważam, że najtrudniejsze w tej muzyce jest to, aby być wiernym tekstowi, ale nie dać się mu „zniewolić", czyli przestrzegając wszystkich wskazówek i uwag kompozytora, elementów epoki, w której żył, stylu, w jakim pisał, itd., znaleźć takie „luki", w których są miejsca na swobodę wykonawczą. Można powiedzieć, że trzeba żyć w zgodzie i z kompozytorem, i z samym sobą.

 

Redakcja: Etiuda, mazurek, polonez czy sonata? Który z tych utworów gra się Pani najlepiej?

 

Sabina Bury: Naprawdę ciężko powiedzieć. Każdy z tych utworów różni się niemal wszystkim. Jednego dnia mam ochotę zagrać melancholijnego mazurka, a innym razem dramatyczną sonatę. Wszystko zależy od mojego nastroju.

 

Redakcja: Zdradzi nam Pani, jaki utwór lubi grać najbardziej?

 

Sabina Bury: Tu muszę niestety znowu powiedzieć, że nie ma takiego utworu. Przez tydzień mam ochotę pograć etiudy, później przerzucam się na sonatę, a czasami wieczorami lubię pograć sobie nokturny.

 

Redakcja: Czy poza Chopinem ma Pani innych muzycznych idoli?

 

Sabina Bury: Tych idoli jest sporo. Nie mam konkretnie jednego. Uważam, że w każdej epoce byli genialni kompozytorzy, którzy bardzo się od siebie różnią. Poczynając od znanego wszystkim Bacha, później Mozarta, Beethovena, Brahmsa, Rachmaninova czy Prokofiewa. Można ich sporo wymienić.


Redakcja: Ma Pani już za sobą wiele koncertów, przesłuchań. Które z nich były dla  Pani szczególne? Które Pani najbardziej zapamiętała?


Sabina Bury: Na pewno najbardziej stresujące były konkursy czy wszelakie egzaminy. Nie lubię, gdy sztukę się ocenia i stawia punkty. Jest to dosyć niekomfortowe, gdyż oceny są zawsze subiektywne i ciężko spodobać się każdemu. Ale niestety w tej dziedzinie jest to potrzebne, aby w ogóle zaistnieć na rynku muzycznym. Najwięcej satysfakcji jednak sprawia mi granie dla ludzi, którzy przyszli posłuchać muzyki dla przyjemności.

 

Redakcja: Wręczono Pani wiele nagród. Która z nich sprawiła Pani największą satysfakcję?


Sabina Bury: Każda nagroda była dla mnie ważna i z każdej się cieszyłam. Było to docenienie mojej ciężkiej pracy i sprawiało mi ogromną satysfakcję. Wiadomo, im bardziej prestiżowy konkurs, tym satysfakcja była większa.

 

Redakcja: Te liczne konkursy, w których wzięła Pani udział, były dla Pani bardziej formą rywalizacji czy potwierdzeniem talentu i umiejętności? A może zupełnie czymś innym? Co dały Pani te doświadczenia?

 

Sabina Bury: Przede wszystkim obycie ze sceną. Bardzo dużo grałam, co pozwalało oswoić mi się w jakimś stopniu ze stresem. Miałam to szczęście, że od najmłodszych lat moja pani nauczyciel nigdy nie przedstawiała konkursu w formie rywalizacji. Zawsze powtarzała, żebym starała się zagrać tak, abym ja była z siebie zadowolona. Był to więc w jakimś sensie sprawdzian dla mnie samej. Czy na pewno dobrze ćwiczyłam, i czy zrobiłam wszystko, co mogłam, aby wyjść na scenę i w stresie zagrać tak, jakbym chciała. Każdy konkurs był zawsze w formie wycieczki i nigdy nawet przez myśl nie przeszło mi w głowie: muszę być najlepsza. Po prostu robiłam swoje i grałam. Dla siebie, rodziców i pani nauczyciel.

 

Redakcja: Żeby w tak młodym wieku prezentować już tak wysoki poziom, ile godzin dziennie trzeba poświęcić na ćwiczenia? Jak wygląda zwykły dzień z życia Sabiny Bury?

Sabina Bury: Bywają i dni odpoczynku, gdy w ogóle nie podchodzę do instrumentu. Ale zazwyczaj przed konkursem, koncertem czy egzaminem, ćwiczę około 4-6h dziennie. To wszystko zależy od możliwości, czasu, programu. Jeśli dobrze pamiętam, mój rekord to około 9 godzin.

 

Redakcja: Kiedy gra na fortepianie przestała być dla Pani przykrym obowiązkiem, stylem życia, codziennością, a stała się przyjemnością, drogą życiową?


Sabina Bury: I teraz bywają gorsze momenty, że zastanawiam się, czy to na pewno ma sens. Ciężko mi teraz powiedzieć, kiedy dokładnie był ten moment. Jestem do tego przyzwyczajona, że moje życie w jakimś stopniu jest podporządkowane ćwiczeniu. Ale nie jest to obowiązek narzucony z góry. Sama sobie taką drogę wybrałam i wcale nie żałuję. Nie wyobrażam sobie, żebym miałabym robić coś innego. Zazwyczaj jest tak, że po tygodniu rozłąki z instrumentem zaczyna mi czegoś brakować.

 

Redakcja: Opowie nam pani o swoich planach na najbliższą przyszłość?

 

Sabina Bury: Moje plany to przede wszystkim dużo ćwiczyć. A co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

 

Redakcja: Czy w środowisku pianistów panuje duża konkurencja? Ciężko jest się przebić?

 

Sabina Bury: Jest bardzo wielu świetnych pianistów i na prawdę bardzo ciężko jest się dzisiaj przebić. Co gorsza, zapowiada się, że będzie coraz ciężej.

 

Redakcja: Czy któryś ze współczesnych pianistów jest dla Pani idolem, autorytetem? Któregoś z nich szczególnie Pani ceni?

 

Sabina Bury: Nie mogę wymienić jednego. Jest wielu świetnych pianistów, których lubię i cenie. Dla przykładu Blechacza bardzo lubię w muzyce klasycznej za jego perlistość i precyzyjność gry, Sułtanova cenię za niesamowitą emocjonalność i przejmujący wyraz w muzyce rosyjskiej, Sokołowa za niesamowity artyzm, Cherkassky - miał niekonwencjonalne pomysły i wielu innych. Trudno jest wybrać jednego ulubionego, bo każdy ma w sobie coś wyjątkowego i niepowtarzalnego.


Redakcja: Pianiści z reguły nie podróżują z własnym instrumentem. Przyjeżdżając na koncert, jest Pani skazana na to, co zastanie na miejscu. Czy to jest duże utrudnienie dla pianisty? Miała Pani w związku z tym jakąś nieprzyjemną historię, o której chciałaby zapomnieć?


Sabina Bury: To prawda. Niestety jest to dość spore utrudnienie. Nie możemy przecież wziąć instrumentu ze sobą. Bardzo ważne i trudne w zawodzie pianisty jest umiejętność słuchania siebie i dostosowywania się do warunków, instrumentu, akustyki. Ciężko jest również o możliwość do ćwiczeń na naprawdę dobrych instrumentach ze względu na ich cenę. Dlatego trudno jest czasami ćwiczyć nad jakością brzmienia, barwą, niuansami pedalizacyjnymi itp. Można powiedzieć, że jest to temat rzeka. Miałam wiele sytuacji, że grałam na nie najlepszych instrumentach. Niestety nie mogłam powiedzieć „Nie". Nie będę na tym grała. Trzeba było się skupić, przeanalizować, na co trzeba uważać i dać z siebie wszystko. Pamiętam, że raz grałam na fortepianie który miał pęknięte chyba dwie albo trzy struny. Dawało to nieciekawy efekt.

 

Redakcja: Gdzie będziemy mogli Pani posłuchać w najbliższym czasie? Czy jest szansa, żeby usłyszeli Panią także mieszańcy naszego powiatu?

 

Sabina Bury: Niestety nie tylko ode mnie to zależy. Ale oczywiście, szanse są zawsze.

 

Redakcja: Odchodząc od tematu muzyki, zapytam jeszcze, jaka prywatnie jest Sabina Bury? Czym ponadto się interesuje, jakie książki czyta, jakie filmy ogląda? Gdzie znajduje inspiracje dla swojej pracy?


Sabina Bury: Muzyka zabiera mi okropnie dużo czasu, przez co niewiele zostaje mi go na inne przyjemności. Oczywiście czytam wiele książek, oglądam filmy, jak każdy normalny człowiek. A najwięcej inspiracji daje mi przyroda i natura. Dlatego tak bardzo lubię wracać do Babicy.

 

Redakcja: Dlaczego? Co takiego ma Babica, a nie ma Warszawa? Większość młodych chce się wyrwać do stolicy?

 

Sabina Bury: To prawda. W stolicy są przede wszystkim duże możliwości i większe perspektywy. Warszawa, mimo tego, że to naprawdę piękne miasto, jest oblegana przez tłum ludzi, którzy ciągle się śpieszą. I to udziela się chyba wszystkim. Nie kojarzy mi się z wypoczynkiem, ale z ciężką pracą, pośpiechem i stresem. W Babicy mogę odetchnąć, pójść na spacer, pooddychać świeżym powietrzem i cieszyć oko pięknymi widokami.


Redakcja: Kończąc to nasze miłe spotkanie, zapytam, czego młodej pianistce u progu kariery można życzyć?

 

Sabina Bury: Dużo cierpliwości i wytrwałości.

 

Redakcja: Dziękuję za rozmowę i tego właśnie Pani życzę. Dużo cierpliwości i wytrwałości, a także wielu kolejnych sukcesów i spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń. 

 

Sabina Bury: Serdecznie dziękuję.

 

Rozmawiała: Agnieszka Zielińska

Data dodania: 19-08-2016
liczba wyświetleń: 1344

Pozostałe kategorie